• Gdyby istniał motoryzacyjny Tinder, zdecydowanie przesunęłabym w lewo
  • Fotele są duże, bardzo wygodne i obite w pikowaną skórę
  • DS7 Crossback E-Tense 300 Rivoli jest luksusowym towarem, w którym mamy czuć się wyjątkowo. I tak właśnie jest

Jestem dzieckiem wychowanym na youngtimerach wszelakiej maści. Od zawsze to, co miało dużą moc, wysoki moment obrotowy i jeździło na wysokooktanowym paliwie przyprawiało mnie o dreszcze. Stawiałam znak równości między określeniem “prawdziwa motoryzacja” a silniki V8. Tak, jestem tym typem, który średnio umie zaakceptować obecnie zmieniające się trendy i postawienie rynku motoryzacyjnego na elektryfikację, więc kiedy dowiedziałam się, że przez tydzień mam jeździć DS7 Crossback E-Tense 300 Rivoli, lekko zmarszczyłam brwi. To nie jest “mój typ”, ale daję mu szansę.

DS7 Crossback E-Tense 300 Rivoli - panie, jak to naładować?

DS7 wpada w moje ręce z lekkim poślizgiem czasowym, bez paliwa i naładowanych akumulatorów. Lepszego początku nie mógł sobie wymarzyć ktoś, kto z hybrydą nie miał nic wspólnego. Paliwo zatankowane, ale co z akumulatorami? Dla wielu z was “ładowanie” jest oczywiste, ale są jeszcze na tym świecie jednostki, dla których to “czarna magia”. Auto podłączone pod gniazdko elektryczne? Bez sensu. Gdyby istniał motoryzacyjny Tinder, zdecydowanie przesunęłabym w lewo. Kilka dni zajmie mi przekonanie się do tego “związku”, więc póki co skupmy się na tym, co DS7 ma pod maską.

Trzystukonna jednostka hybrydowa typu plug-in. Pierwsza myśl? 300 KM i 520 Nm - jest czym się pobawić. Zachwyt nie trwał jednak długo. DS7 ustawiony w trybie komfortowym jest nieprzewidywalny. Biorę poprawkę na fakt, iż na co dzień, jeżdżąc MINI Cooper S, przyzwyczaiłam się do “gokartowego” stylu jazdy, jednakże DS7 Crossback na każdej nierówności zachowuje się jak węgorz. Tak, ten węgorz ze sławnego filmiku na YouTube.

Zaskoczenie było na tyle duże, że choć, jadąc przepisowo, zmniejszyłam prędkość o połowę. Auto jest ciężkie, buja na boki, a pokonywanie nim kolein jest jak gra w rosyjską ruletkę - albo się uda albo nie.

To niejedyny odczuwalny minus “komfortu”. Kolejnym jest słaba, bardzo opóźniona reakcja na gaz. Wciskasz prawy pedał i... nic się nie dzieje. Nic. W kinie lecą już napisy końcowe, a ja dalej czekam. W końcu załapuje, przyspiesza ale też, jakby ociężale, ospale. Niczym lokomotywa Tuwima. Nie tego się spodziewałam, a poziom irytacji zaczął niebezpiecznie piąć się w górę, gdy spalanie nie spadało poniżej 9l/100 km.

DS7 Crossback E-Tense 300 Rivoli - wrzuć go na "Sport"!

Kojarzycie te filmiki, gdy średnio ładna dziewczyna w jednym ujęciu staje się topmodelką za sprawą make-upu w kolejnym? Tak właśnie mogłabym opisać DS7 w trybie “Sport”. Reakcja na gaz jest natychmiastowa, lepsze wyczucie drogi. Miałam wrażenie, że auto się naprężyło, jak drapieżnik przed skokiem na swoją ofiarę. Przyjemność z jazdy stała się realna. To samo tyczy się trybu ”4x4”. Nie mam doświadczenia w jeździe terenowej, ale jeśli auto zaczyna się słuchać, reaguje poprawnie na każdy ruch kierownicą, a ja jako kierowca "nie boje się” wchodząc w kolejny zakręt, tzn. że właśnie zdobył plusa. I od tego miejsca będzie już tylko lepiej.

DS7 Crossback E-Tense 300 Rivoli - teściowej nie zapakujesz, pies też się nie zmieści

Powiedziałam lepiej? No dobra, jeszcze jeden minus i obiecuję, że dalej będą same plusy. Bagażnik. Choć ja bym to nazwała schowkiem wstydu. Kiedy podchodzisz do DS7, widzisz sporego gabarytowo SUV-a. Cieszysz się, zwłaszcza gdy jesteś przed weekendowym wyjazdem całą rodziną na Mazury. Ciągniesz więc na tył auta dwie walizki, trzy torby i siatę ze sklepu z owadem, otwierasz bagażnik i.. już wiesz, że prócz ciebie i twojej drugiej połowy nikt więcej nie jedzie. Bagażnik na pierwszy rzut oka jest spory (550 l, po złożeniu foteli 1750 l). Jednak po włożeniu walizek i torby podróżnej jego objętość dramatycznie spada. Jest też plus: teściowa zostaje w domu razem z psem. Tylko czworonoga trochę szkoda.

DS7 Crossback E-Tense 300 Rivoli - jeździłeś kiedyś włoskim pierogiem?

Uwaga! Będą plusy! I to duże plusy. Owacje, niczym na gali oscarowej, należą się za wnętrze DS7 Crossback E-Tense 300 w wersji “Rivoli”. Skojarzenie z włoskim pierogiem Ravioli jest tutaj przypadkowe, choć, idąc dalej tym tropem, niesmak wyglądem zewnętrznym znika, gdy zatopimy się w jego wnętrzu. Fotele są duże, bardzo wygodne i obite w pikowaną skórę. Testowany egzemplarz został wyposażony w każdy możliwy bajer z dostępnej listy producenta. Mamy tu takie smaczki jak: masaż, kamerę termowizyjną, czy całkiem niezły system Hi-Fi. Panel środkowy deski rozdzielczej przyozdabia całkiem spory ekran dotykowy. System może nie jest intuicyjny i dotarcie do niektórych funkcji zajmie dłuższą chwilę, ale dalej każdy detal robi wrażenie. Auto w środku to prawdziwe dzieło sztuki i choć geometryczne kształty przywodzą na myśl “szmaragdy i diamenty”, to jednak jest to poziom szanowanych domów mody, a nie hitu z gatunku disco polo.

DS7 Crossback E-Tense 300 Rivoli - moim zdaniem

Czy DS7 Crossback E-Tense 300 Rivoli jest autem, które trochę zmiękczyło moje zimne jak lód serce do hybryd? Zdecydowanie tak. Mimo słabego pierwszego wrażenia, Rivoli ma w sobie nutę sportowej zaciętości. Umie zaskoczyć, potrafi podnieść ciśnienie, ale dalej jest to szalenie wygodne auto. Tryb “Sport” ratuje średnią wstępną ocenę układu jezdnego. Jednak nie oszukujmy się, DS7 Crossback E-Tense 300 Rivoli jest luksusowym towarem, w którym mamy czuć się wyjątkowo. I tak właśnie jest.