• Przy silnym mrozie ogrzewanie samochodu elektrycznego zużywa tyle samo energii co silnik
  • Podobnie jak w samochodzie spalinowym jazda na krótkich odcinkach wiąże się z podwyższonym „spalaniem”
  • Bateria o poj. 50 kWh w warunkach prawdziwej zimy jest niewystarczająca do swobodnego korzystania z Opla Combo-e Life w wersji XL
  • Dostawcze Combo-e Cargo przy silnym mrozie sprawdza się lepiej – jest mniej przestrzeni do ogrzania

Biorąc do domu testowe Combo-e Life tuż przed świętami, zakładałem jego realny zasięg na poziomie 230 km. Rozsądnie – wydawało mi się – przyjąłem, że lekki przymrozek musi ograniczyć nieco zasięg auta określany wg WLTP na 280 km. Samochód ma dużą kubaturę i trzeba to wnętrze jakoś ogrzać, waży też niemało – kombinacja masy, pojemności wnętrza i niskiej temperatury musi drenować baterię. A potem przyszedł 15-stopniowy mróz i musiałem zweryfikować wszystkie plany…

Opel Combo-e Life: dla kogo ten samochód?

To auto dla rodziny mieszkającej na przedmieściach w domu z garażem. Jeśli codziennie dowozisz dzieci do szkoły w mieście, masz własny garaż, pragniesz być „eko” i cię na to stać, to Opel Combo-e Life jest dla ciebie. Nie pozbywaj się jednak dwóch samochodów spalinowych, którymi jeździliście do tej pory – mogą się przydać! Jeśli już musisz zrobić miejsce dla elektryka, to bądź rozsądny – zostaw sobie przynajmniej jeden przestarzały samochód!

Opel Combo-e Life: charakterystyka samochodu

To takie samo Combo jak wersja spalinowa, tylko z napędem elektrycznym. Też występuje w dwóch wersjach długości nadwozia, wersja XL może mieć w bagażniku dwa dodatkowe fotele, które czynią z Combo-e Life samochód 7-osobowy. Alternatywnie masz do dyspozycji naprawdę duży kufer. Nadwozie tego auta nie jest może wybitnie piękne, ale z pewnością jest wyjątkowo praktyczne – osoby jadą w poczuciu, że nie brakuje im powietrza, a jakby co, to autem przewieziemy duży mebel albo lodówkę. W elektrycznym Combo pod podłogą mieści się magazyn energii o poj. 50 kWh. Ten akumulator w żaden sposób nie ogranicza pojemności i praktyczności wnętrza.

Opel Combo-e Life: ilość miejsca dla pasażerów i na bagaż

W Combo każdy pasażer może jechać w kapeluszu – tyle ma miejsca nad głową! Miejsca na nogi też nie brakuje. Bagażnik w testowej wersji XL ma 850 l pojemności, a po złożeniu siedzeń środkowego rzędu – prawie 2700 l. Oczywiście, gdy jedziemy w siedem osób, bagaż trzeba poupychać gdzie bądź, bo za fotelami trzeciego rzędu nie ma już wiele przestrzeni. Te „trzecie” fotele wyjmuje się jednak bajecznie łatwo, a że nie są ciężkie (da się nieść taki fotel w jednej ręce) to nie ma oporów, by w razie potrzeby takiego fotela się pozbyć. Ponowny montaż foteli jest także bardzo łatwy, zajmuje kilka sekund.

Opel Combo-e Life: wnętrze

Wnętrze nie jest przesadnie ładne, a tworzywa są bardziej praktyczne niż przyjemne w dotyku. Mówiąc wprost: twardego plastiku tu nie brakuje. Pomiędzy przednimi fotelami jest wolna przestrzeń, na podłodze mamy praktyczną rynienkę – zmieści się tu np. spora torba. Plus za osobne fotele drugiego rzędu (ale za dopłatą!). Te trzy fotele wprawdzie nie przesuwają się, ale można je indywidualnie składać, zaś tylna część oparcia znajduje się wówczas dokładnie na poziomie podłogi bagażnika. Złożenie pojedynczego fotela to jeden ruch – bardzo łatwe.

Opel Combo-e Life: osiągi i zużycie paliwa

W tym momencie dochodzimy do kwestii: jak mróz obchodzi się z autem na prąd? Otóż obchodzi się… bez litości! Początek jednak nie był zły – tuż przed świętami, gdy musiałem przejechać moim Combo-e kilka tras po Warszawie, panował leciutki mrozek. Ciężkie warunki drogowe (paskudne korki!) można nieco złagodzić, starannie planując trasę przejazdu: zielone tablice elektryka pozwalają jeździć po buspasach. I w takich raczej ciężkich, ale osłodzonych jazdą po buspasie warunkach (za mało tych buspasów w Warszawie!), przy leciutkim mrozie Combo-e Life wypalał 24-27 kWh energii na 100 km, co realnie przekłada się na zasięg 190-200 km – bateria ma pojemność 50 kWh. To moja wina, bo jestem ciepłolubny – te 17-18 stopni lubię w aucie mieć… Gorzej, że jestem też nieprzygotowany do zajęć: nie mam w garażu wallboxa, a jedynie zwykłe gniazdko 230 V. Z tego gniazdka w zimnym otoczeniu w ciągu 12 godzin można doładować akumulator Combo o 30-35 proc., co w praktyce oznacza, że dzień zaczynamy z akumulatorem naładowanym na poziomie 70-80 proc.

Auto elektryczne i mróz: ubierz się ciepło!

A co się dzieje, gdy wsiadamy do zmrożonego auta przy minus 10 stopniach? Wtedy… dzieją się rzeczy straszne! Nagle okazuje się, że więcej energii pochłania ogrzewanie niż silnik! Zresztą wyobraźmy sobie, że wkładamy do auta cztery albo pięć elektrycznych „farelek”: taki zestaw ma wielki apetyt na prąd, bez wątpienia! A w Combo ogrzewanie jest bardzo wydajne, tak jakby tych farelek było dziesięć, ciepło się robi błyskawicznie, ale zwłaszcza w fazie nagrzewania samochodu prąd ucieka z akumulatora niczym woda z dziurawej miski. Gdy zimą przy 10-stopniowym mrozie jeździmy na kilkukilometrowych trasach, zużycie prądu może sięgnąć, a nawet przekroczyć 40 kWh/100 km. Szybko nauczysz się, że trzeba włożyć ciepłe skarpety, ogrzewania używać tyle-o-ile, byle podgrzać szyby, a na pocieszenie można włączyć ogrzewanie kierownicy.

Auto elektryczne i mróz: przyda się rezerwowy diesel!

Niestety, gdy rano przy 15-stopniowym mrozie zacząłem dzień od wycieczki na myjnię, a potem zatrzymałem się na parę zdjęć, cały czas grzejąc wnętrze, w kolejną trasę (50 km w jedną stronę) pojechałem już… dieslem. Przy tej pogodzie zasięg elektrycznego samochodu tej wielkości jest kompletnie nieprzewidywalny. Wybór zresztą był prawidłowy: na S2 pod Warszawą wypadek, helikopter ratunkowy w akcji, pół godziny w korku, a w takich warunkach, gdy siedzisz w elektryku, masz wybór: albo zamarzasz, albo za chwilę pchasz ten samochód, bo on wprawdzie stoi, ale drenuje baterie tak, jakby jechał.

Powiedzmy to wyraźnie: przy 15-stopniowym mrozie ekonomiczna jazda elektrykiem nie polega na tym, aby jechać wolno, ale na tym, aby skracać czas ekspozycji na mróz. A zatem: gaz do dechy!

Do rozważenia jest ewentualnie montaż... ogrzewania spalinowego Webasto, choćby jego chińskiego odpowiednika. Z podobnego rozwiązania korzystają elektryczne autobusy miejskie, bez tego w zimowych warunkach jazda nimi byłaby udręką. To stąd prześmiewcze zdjęcia dymiących autobusów z napisem „jestem elektryczny” – nie ma się z czego śmiać, trzeba ten autobus jakoś ogrzać.

Opel Combo-e Life: jak jeździ?

Elektryczne Combo jeździ prawie tak samo jak Combo spalinowe: zawieszenie nie ma problemu z masą akumulatorów, napęd o mocy 136 KM jest w zupełności wystarczający. Przyspieszasz cicho i sprawnie. W trybie „B” hamujesz silnikiem, w praktyce rzadko sięgając do pedału hamulca. Klik przełącznikiem – jedziesz do przodu, klik – jedziesz do tyłu, prościej się nie da.

Opel Combo-e Life: cena i wyposażenie

Ładniejsza i krótsza wersja Standard kosztuje 165 tys. zł, a praktyczniejsza, dłuższa wersja XL (testowany model) – 170 tys. zł. Dopłacasz za lakier (2400 zł), alufelgi (1800 zł), dwa dodatkowe fotele (3900 zł), indywidualne fotele drugiego rzędu zamiast dzielonej kanapy (1900 zł), podgrzewane fotele przednie (koniecznie – zastąpią ci komfortową temperaturę otoczenia!) 1700 zł, jeszcze może za dodatkowy kabel do ładowania… W sumie wyjdzie ok. 185 tys. zł. Niedrogo i drogo jednocześnie ­– samochód jest „pełnowymiarowy” i wygodny, ale takiej dużej puszce powinien towarzyszyć większy akumulator! Bo w takim układzie, gdy zima ściśnie, masz samochód jedynie na krótkie wycieczki albo do realizacji starannie zaplanowanych przejazdów, a jedynie wiosną i jesienią zasięg auta zbliża się do komfortowych 280 km.

Opel Combo-e Cargo: nie ma problemu!

Z osobowego elektrycznego Opla Combo przesiadłem się wprost do dostawczej wersji tego samochodu. Co za ulga! Ten sam napęd, to samo sterowanie napędem, tej samej wielkości bateria, a mróz temu autu niestraszny! Owszem, zasięg skraca się wraz ze spadkiem temperatury, ale wydaje się, że jednak nieznacznie. To dlatego, że wnętrze, które trzeba ogrzać, jest w wersji Cargo trzy razy mniejsze. Za plecami kierowcy i pasażerów (w Combo-e Cargo są w pierwszym rzędzie trzy miejsca) jest blacha, a za blachą może już być zimno, przecież ten samochód nie służy do wożenia pizzy!

Więc przy leciutkim mrozie i nawet intensywnym grzaniu wnętrza zasięg auta to ok. 220-230 km. A gdy temperatura robi się dodatnia, większość problemów typowych dla aut elektrycznych samoistnie znika.

Opel Combo-e Life oraz Combo-e Cargo: reasumując...

W polskich warunkach nawet tak duży i pojemny, rodzinny samochód elektryczny jak Opel Combo-e Life należy traktować jak wózek na zakupy, a w każdym razie trzeba mieć pod ręką alternatywny samochód spalinowy. Przy dobrej organizacji auto się sprawdzi i nawet może się opłacać, ale znów: trzeba mieć w pogotowiu samochód spalinowy, ładowanie tego samochodu na publicznej szybkiej stacji nie ma ekonomicznego sensu.

Nieco inaczej wygląda sprawa z elektrycznym dostawczakiem Combo-e Cargo: Przy założeniu, że masz w firmie wallboxy i firmowe auta przejeżdżają po mieście 150-200 km dziennie, choćby dostarczając towar do sklepów, z pewnością da się to organizacyjnie opanować bez konieczności zapewnienia alternatywnych samochodów na ON. Rachunek biznesowy, czy opłaca się wydać na miejskiego dostawczaka 160 tys. zł, a potem przepalać nim 22-25 kWh energii elektrycznej na 100 km, pozostawiam wam. U mnie rachunki za prąd od stycznia rosną o 33 procent...